"-Hej mała
-Nie mów do mnie mała
Warknęłam. Zaczynało mnie to juz denerwować
-Tak tak jasne. Yyyy... Ro...Ro...
-Roxy
Przerwalam mu
-A no tak, Roxy!
-Czego chcesz ?
-Od początku widziałem, ze ci sie spodobalem
-Wcale nie
Wcale tak, pomyślałam.
-No jasne, jasne. Dobra do rzeczy, może skończymy razem do restauracji za rogiem. Lepiej sie poznamy? Ja stawiam.
Co odpowiedzieć !?
Zastanawiałam sie..."
Przypomniało mi sie spotkanie z Laurą
-Nie mogę, jestem juz umówiona.
-Jasne, ze możesz.
Odpowiedział
-Jestem juz umówiona
Powtórzyłam
Zbliżył sie do mnie i złapał moje biodra z obu stron.
-Puść mnie!
Warknęłam. Niestety chłopak dalej mnie trzymał i robił to coraz mocniej.
-Spadaj zboczencu !
Janek wyraźnie sie zdenerwował.
-Co powiedziałaś?!
Jaś zacisnął pięści i mogłam sie mi wyrwać. Pobiegłam do domu. Laury ani mamy w nim nie było. Na stole była karteczka.
"Nie martw sie, juz o wszystkim wiem. Jesteśmy z Laurą na zakupach. Możesz gdzieś iść. Obiad w lodowce.
Mama"
No nawet jeśli mogę gdzieś iść to i tak cieszę sie, ze nie poszłam z Jankiem. Nie wiem co mam robić. Z jednej strony jest dziwny i agresywny no ale to on mi pomógł gdy zemdlałam. Ahh i te jego oczy...
Poszłam na gore do mojego pokoju. Weszłam do łazienki i stwierdziłam ze wezmę sobie mały prysznic. Gorące strumienie wody lekko masowały moje ciało. Gdy wyszłam z wanny wytarłam sie ręcznikiem, zarzucilam szlafrok i wyszłam z łazienki. Przerazilam sie tym co zobaczyłam.
Z perspektywy Jasia:
Po szkole zauważyłem, ze ta no... Roxy idzie do domu więc poszedłem za nią. Gdy juz ją dogonieniłem zapytałem czy pójdzie ze mną do restauracji. Odpowiedziała nie. Podszedłem do niej bliżej i złapałem za jej biodra. Nieźle sie zdenerwowała i nazwała mnie zboczeńcem wkurzylem sie i zacisnąłem pięści a ona wyrwała mi sie i uciekła. Ja sobie tak łatwo nie odpuszczam. Ta dziewczyna serio mi sie spodobała.
Z perspektywy Roxy:
Na łóżku leżał Janek. Tak, widział mnie pół nagą. Ale wstyd.
-Co ty tu robisz ?!
-Spokojnie mała...
Spojrzałam na niego złym wzrokiem i od razu sie poprawił
-To znaczy Roxy
-Jakie spokojnie !?
-Podaj mi jakieś ubrania z mojej szafy. Szybko!
Krzyknęłam.
-Jak dla mnie wyglądasz dobrze
Wzięłam ręcznik z łazienki i rzuciłem mu go prosto w twarz a on zaczął się śmiać i skierował sie w stronę szafy. Wyjął z niej krutkie szorty i bluzkę na ramiączkach.
-Trymaj!
Rzucił mi ubrania.
-Dzieki
Odpowiedziałam juz mocno zła.
Ubrałam sie i wyszłam. Chłopak nadal leżał na łóżku.
-Wiedziałem ze nie masz nic do roboty.
-Plany mi sie zmieniły
Odpowiedziałam trochę cichszym tonem.
-Mhmhmmm
Mruknął
-Dobra, sory za moje zachowanie wtedy. Zdenerwowałem sie w kiedy nazwałas mnie zboczeńcem.
-A jak cię niby miałam nazwać ?!
-Spokojnie mała. Ale skoro plany ci sie zmieniły to może jednak zmienisz zdanie co do naszego spotkania?
Chłopak wstał i podszedł bardzo blisko mnie. Jego jedna ręka wylądowała na mojej talii a druga na moim policzku. Zbliżył swoje usta do moich.
Co mam robić ?!
___________________________________~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Okej mamy juz 4 rozdział. Mam nadzieje ze wam sie podoba. Komentujcie ! ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz